Warszawa - Rembertów - Dom Stefana Łyskiewicza Pechowca 21

Dom jednorodzinny murowany. Budowa w przybliżeniu lata trzydzieste dwudziestego wieku. W tej chwili stoi opuszczony. Przybliżę postać jaka stoi za nazwą ulicy gdyż  jest to prawdziwy 100% prawilny człowiek z Rembertowa...

" O kpr. pchor. Stafanie Łyszkiewiczu „Pechowcu” niewiele wiadomo, urodził się w 1925, zginął osłaniając radiostację KG AK w 1944 roku. Nie powinno to dziwić gdy uświadomimy sobie, że zginął w wieku 19 lat, a więc na progu dorosłego życia.

Był harcerzem, żołnierzem Oddziału Dywersji Bojowej III Rejonu "Dęby" Rembertów i zastępcą Bocheńskiego.

W raporcie niemieckim z 4 marca 1944 roku (sobota) czytamy:

Oddział specjalny (Sonderkommando) z placówki namiarowej Kraków, filia w Warszawie (B Stelle Warschau), pod dowództwem kapitana Schupo Katschmanna, zlokalizował w Rembertowie na ul. Okuniewskiej 24 tajną radiostację. 18 – osobowy patrol otoczył dom, z którego został otwarty ogień. 3 ludzi z obsługi radiostacji przerwało łańcuch obławy i zaczęło uciekać. Dwóch z nich Niemcy zastrzelili, trzeci zbiegł. (...).

Niemcy znaleźli w domu kompletną radiostację, pistolet maszynowy i pistolet Vis.

Powyższa wersja różni się nieco od wersji podawanej przez służby informacyjne AK, ale też warto poznać niemiecki punkt widzenia opisany oficjalnie w zwięzłym raporcie dziennym.

Dwaj wymienieni żołnierze to Eugeniusz Bocheński „Dubaniec” i Stefan Łyżkiewicz „Pechowiec”. Obaj zmarli wskutek odniesionych w tej strzelaninie ran. „Dubaniec” był dowódcą pododdziału „Rembertów” w oddziale "Skrytego", a „Pechowiec” jego zastępcą. Po ich śmierci pododdział stracił kontakt ze „Skrytym” i nigdy go już nie nawiązał.

Mimo wystawionych czujek Niemcom udało się zaskoczyć obsługę i osłonę radiostacji. Wywiązała się krótka lecz intensywna wymiana ognia, obie strony użyły też granatów. Wobec przewagi liczebnej i ogniowej przeciwnika „Dubaniec” podejmuje decyzję przebicia się przez otaczających dom Niemców, ale on sam wraz z „Pechowcem” pozostał na miejscu, biorąc na siebie ciężar walki z przeważającymi siłami wroga. Pod osłoną ich ognia wyskakuje z oblężonego domu jeden z podchorążych, a w ślad za nim „grajek” (radiotelegrafista). Po chwili, ostrzeliwując się na boki, obaj znikają między okolicznymi budynkami i ogródkami. Klucząc wśród opłotków i sznurów z rozwieszoną bielizną wydostają się wkrótce na nie obstawione przez Niemców ulice. Są wolni, choć technik jest ranny.

Dopiero teraz „Dubaniec” i „Pechowiec” wyrywają się z domu. Dotarli już do trzeciej posesji, gdy nagle „Pechowiec” pada na ziemię ciężko ranny w biodro. „Dubaniec” nie opuszcza jednak rannego kolegi, choć sam jest kilkakrotnie trafiony. Krew zalewa mu czoło, ale mimo to szczuje ogniem swego pistoletu maszynowego nacierających Niemców. Sztywniejące ciało „Pechowca” otrzymuje jeszcze kilka pocisków, wreszcie sam „Dubaniec” pada na ziemię, trafiony celną kulą w serce. Osłona spełniła swój obowiązek. Niemcy wprawdzie zlikwidowali działalność jeszcze jednej radiostacji, ale z jej obsługi i osłony nikt żywy nie dostał się w ich ręce. Ciała „Dubańca” i „Pechowca” zostały przewiezione do miejscowej kostnicy celem identyfikacji, ale nie pozostawały w niej sługo. W dniu 16 marca dowodzona przez „Śmiałego” NN grupa bojowa z „OS – Dębe” wykradła zwłoki poległych i pochowała je pod osłoną nocy na rembertowskim cmentarzu. Prawdziwe nazwiska na grobach ujawniono dopiero po wojnie. Inna wersja mówi o ekshumacji zwłok spod płotu lub dołu na odpadki, gdzie hitlerowcy mieli pogrzebać zwłoki "

[ J. Adamska, Kronika Ruchu Oporu w okupowanym powiecie warszawskim w latach 1939-1944, „Rocznik Mazowiecki”, T. V, 1974,

 H. i L. Witkowscy, Kedywiacy, Warszawa 1973 ]

 

 

.