Warszawa - Rembertów - Bazar „Ciuchy”

Bazar „Ciuchy” w Rembertowie.

W forum Gazeta.pl znalazłem szereg wpisów o bazarze. Pragnę je zaprezentować.

 

-  Na Rembertowie nie było praktycznie rodzimej produkcji, tzn była w zdecydowanej mniejszości. To był taki wielki komis a przeciwieństwie do Rózyckiego, gdzie królowali krajowi producenci sukien slubnych, garsonek, butów i biustonoszy.

-  W latach 1976-1980 jeżdziłem z Zielonej Góry do Rembertowa po jeansy ,które wtedy wydawały mi się cudem świata.Pamiętam ze były to różne nieznane dzisiaj marki. Do dziś pamietam jedne z nich "Perrysy". Pracowałem na budowie pół wakacji i starczyło na jedne jeansy. Dziś nie do pomyślenia. Sam sprzedałem w Rembertowie setkę świec zapłonowych produkcji japońskiej NGK (marka doskonale znana do dzisiaj). Dostałem je ze Szwecji od pracownika serwisu samochodowego. Ludzie kupowali chyba nie wiedząc co to jest. Dodatkowo sprzeałem worek paczek kawy kupionej na promie. Kazdy kupował kawę i cztery świece. Sprzedaż 100 świec i 40 paczek kawy zajęła mi niecałą godzinę...W Rembertowie zawsze było spokojnie, nie było tłoku. Widziałem tam chyba pierwszy w PRL "lumpeks". Za ostatnim kramem przylegającym do płotu dosłownie na kupie wielkości kiosku złożonej ze starych ciuchów i dywanów i Bóg wie jeszcze czego siedzała jak na tronie starsza pani sprawiająca wrażenie trochę nienormalnej. W latach osiemdziesiątych jeździłem do Rembertowa po kasety video z nowościami oczywiście wszystko to były "piraty". Na legalnych kasetach można było dostać wtedy tylko Akademię Policyjną. Wtedy też kramy z ciuchami zaczęto przebudowywać na eleganckie ( na tamte czasy) butiki. Bazar zaczął tracić swój charakter.
Bazar Różyckiego był inny. Można było tam w latach 70-tych kupić np. wedzone łososie,węgorze, banany, czekoladę (podróby z NRD i markowe oryginały ). Ciuchy były też ale raczej krajowe odpowiedzi na światowe trendy.Pamietam jak kupiłem sobie spodnie i bluzę "khaki" i super kozaki. Były na pewno produkcji polskiej. Mozna było dostać tam nawet Playboya, kasety z muzyką wtedy zwaną "chodnikową" a dziś disco polo.Zawsze było gwarno i tłoczno. Pmietam starszą panią w wózkiem z którego sprzedawała gorące pyzy z mięsem zawinięte w koc żeby nie stygły. Właściciele straganów byli uzbrojeni we własne miski i sztućce. Pewna pani chodziła i głosno mówiła : alpaka! alpaka!. Sprzedawała wódkę ( a może bimber?)bo kiedyś przed godziną 13 nie mozna było nigdzie kupić wódki...Chudy wysoki gość : "browarek świeży polecam" wyciągał z nogawek i rękawów butelki z piwem a z kieszeni otwieracz do kapsli.Momentami ciężko było przejść alejkami tyle było ludzi. Można było tam usłyszeć na każdym kroku gwarę warszawską.Gdy zacząlem narzekać że drogi towar usłyszałem : " a jak matka sprzedaje świniaka albo ziemniaki to ile woła?" Handlarki w mig wyłapywały z tłumu ludzi z prowincji ,którzy przyjechali wydać pieniądze. To był świat który nigdy nie wróci...Teraz po latach to doceniam.

- Rembertów - pierwszy komiks z Jueseja z Kaczorem Donaldem i Psem Pluto taki gruby jak nie wiem co kupiłem.
Na ciuchy chodziłem czasami też żeby fajki ekskluzywne sobie kupić - Dunhil - czerwone paliłem jako 15 latek dla szpanu...hm - więcej tego szpanu było niż palenia.
Szybko mi się piniendzorki na mojej książeczce SKO skończyły, więc tylko pożerałem wzrokiem to co było na polówkach i w budach rozłożone.
Kolorowy zawrót głowy powiem krótko
Dżinsy no fakt to był szał - każden jeden i każda jedna chciał/a/ chodzić nie tylko w Odrach czy dżinsach z plakietką z Bolkiem i Lolkiem, ale już na poważnie we Wranglerach, Lee lub czasopisma Rifle'ach...
No w Rembertów żył wtedy pełnią życia - Paryż Południa normalnie
Moje pierwsze dżinsy ?
Pierwsze jeansy wujek Waldek mi przywiózł ze Szwecji - chyba dobbery się nazywały 
( klasa sama w sobie - zakładałeś i pasowały jak ulał - krój jak levisy 501 )
Chodziłem w nich kilka lat - ( kiedyś człowiek bardziej szanował ciuchy ) 
Bazarek w Rembertowie umierał kilka lat, ktoś kiedyś nawet chciał go reanimować, ale było to bez dwóch zdań serce tego rejonu. 

- Na Różyckim moi rodzice kupili mi sukienkę do komunii :) Pamiętam ten tłok, budkę i przymierzanie gdzieś za kotarą.
Potem jeździliśmy do Rembertowa, rodzice byli prywaciarzami więc nie narzekaliśmy na brak gotówki tylko nie było co za to kupić. No i kupili mi tam cały dżinsowy , marmurkowy mundurek :D Czyli kurtka z białym futerkiem i odpinanymi rękawami- można było zrobić bezrękawnik. I spodnie z takimi zakładkami z przodu w pasie ;) Komplet kosztował prawie tyle co nauczycielska pensja matki mojej koleżanki. Wywołało to oburzenie wielkie w jej domu i się na trochę na mnie obraziła :P
O! I spódnicę bombkę tak rodzice mi kupili. Matka mi tłumaczyła, że jak była młoda to takie były modne a ja nie wiedziałam o co chodzi dopóki nie zobaczyłam. A teraz widzę, że ta moda znów wróciła, chyba po raz trzeci od swojego powstania. 
A pamiętacie , że potem jeszcze jeździło się na Skrę? I tu też mam wspomnienie zakupu. Tym razem uszczęśliwiono mnie płaszczem z kreszu w kolorze zielono-morskim. W rękawach wywijało się białą podszewkę w paski. Jak o tym dziś myślę to nie wiem jak można było taki koszmarek nosić- na szczęście szybko wyblakł i poszedł do kosza. 

 

.